Jest godzina 17:27. Herosom tłumaczone są zasady Igrzysk Śmierci. Bierze udział jedenaście osób, przeżyje tylko jedna.
-Przecież ja nie dam rady zabić Annabeth - pomyślał Percy. W końcu przemowa się skończyła, a przyjaciele mogli wrócić do swoich domków i przespać się przed następnym dniem.
-Przecież ja nie dam rady zabić Annabeth - pomyślał Percy. W końcu przemowa się skończyła, a przyjaciele mogli wrócić do swoich domków i przespać się przed następnym dniem.
...
Percy wstał około godziny szóstej. Mogła być to także godzina siódma, ósma, czy dziewiąta. Percy nie umiał tego stwierdzić, ponieważ codziennie rano rzucał zegarkiem o ścianę, więc ten w końcu musiał się zepsuć. Chłopak usiadł na łóżku, rozciągnął się i ziewnął. Już prawie zapomniał, ale jednak. Ta wiadomość dotarła do niego i spoliczkowała go, kiedy niepozornie mył zęby.
-To dzisiaj - posmutniał.
Percy - chłopak, który pokonał Kronosa, który uratował Olimp, który... za dużo by wymieniać, musi teraz walczyć na jakiejś arenie. Mógł zginąć tysiące razy, ale jednak przeżył. I teraz, ma umrzeć, bo Zeus sobie to wymyślił. W chłopaku gotowały się emocje. I nagle opadł na łóżko, bo wiedział, że nie może nic z tym zrobić. Percy usłyszał trąbkę. Oznaczało to, że czas się zbierać. Wyszedł z domku. Tam czekali już wszyscy jego przyjaciele i patrzyli ze smutkiem. Wiele im zawdzięczał. Nawet Clarrise jakby posmutniała, chociaż nie dawała tego po sobie poznać. Nie wiem skąd, ale w obozie herosów stała wielka, czarna limuzyna. Była tak ogromna, że zmieściłby się w niej słoń z obozu Jupiter. Chejron wygłosił krótkie przemówienie pożegnalne, a potem herosi wsiedli do samochodu. Bardzo trudno było rozstać im się z przyjaciółmi, ale w końcu musiało to nastąpić. Drzwi auta się zamknęły. Percy usłyszał warkot silnika. Limuzyna ruszyła.
- Sześciobiegowa skrzynia - mruknął Leo.
- Skąd wiesz? - Spytała Piper.
- Nie słyszałaś? - odpowiedział pytaniem Leo.
Piper dała sobie spokój z rozmową.
Jechali i jechali. Większość osób już spała. Annabeth najwyraźniej też chciało się spać, dlatego oparła się o ramię Percy'ego, któremu to nie przeszkadzało. W końcu to mogły być ich ostatnie wspólne godziny.
Ach - westchnął Percy. Za chwilę on także odpłynął w krainę snów.
-To dzisiaj - posmutniał.
Percy - chłopak, który pokonał Kronosa, który uratował Olimp, który... za dużo by wymieniać, musi teraz walczyć na jakiejś arenie. Mógł zginąć tysiące razy, ale jednak przeżył. I teraz, ma umrzeć, bo Zeus sobie to wymyślił. W chłopaku gotowały się emocje. I nagle opadł na łóżko, bo wiedział, że nie może nic z tym zrobić. Percy usłyszał trąbkę. Oznaczało to, że czas się zbierać. Wyszedł z domku. Tam czekali już wszyscy jego przyjaciele i patrzyli ze smutkiem. Wiele im zawdzięczał. Nawet Clarrise jakby posmutniała, chociaż nie dawała tego po sobie poznać. Nie wiem skąd, ale w obozie herosów stała wielka, czarna limuzyna. Była tak ogromna, że zmieściłby się w niej słoń z obozu Jupiter. Chejron wygłosił krótkie przemówienie pożegnalne, a potem herosi wsiedli do samochodu. Bardzo trudno było rozstać im się z przyjaciółmi, ale w końcu musiało to nastąpić. Drzwi auta się zamknęły. Percy usłyszał warkot silnika. Limuzyna ruszyła.
- Sześciobiegowa skrzynia - mruknął Leo.
- Skąd wiesz? - Spytała Piper.
- Nie słyszałaś? - odpowiedział pytaniem Leo.
Piper dała sobie spokój z rozmową.
Jechali i jechali. Większość osób już spała. Annabeth najwyraźniej też chciało się spać, dlatego oparła się o ramię Percy'ego, któremu to nie przeszkadzało. W końcu to mogły być ich ostatnie wspólne godziny.
Ach - westchnął Percy. Za chwilę on także odpłynął w krainę snów.
...
Kiedy Percy się obudził, zobaczył, że inni są w kiepskich nastrojach. Dojechali. Drzwi limuzyny się otworzyły. Wszyscy po kolei wyskakiwali z pojazdu. Na dworze było cudownie. Wszędzie latały ptaki, rosły wielkie drzewa, zieleń pokrywała całą tą przestrzeń. Był tam jeszcze wielki budynek. Zapewne został niedawno wybudowany, co dało się stwierdzić po niezaschniętej dokładnie farbie. Wielka brama oddzielała ich od dalszej części tej przestrzeni. Kiedy tylko do niej podeszli, otworzyła się z piskiem. Zobaczyli wielkie trybuny wypełnione potworami, driadami, satyrami. Dużo by wymieniać. Przed nimi stało jedenaście rydwanów.
-O co tu chodzi? - spytał Pollux.
- Najwyraźniej mamy wjechać gdzieś na rydwanach, a przy okazji uszczęśliwiać publiczność i jego - Annabeth wskazała niechętnie na Zeusa, który stał na wielkim podwyższeniu, na końcu trasy rydwanów.
-No dobra - mruknął Leo - przynajmniej rydwany są zbudowane w stylu greckim.
Weszli na rydwany, które same ruszyły. Nie trudno było znaleźć swój, ponieważ wszystkie wyglądem przypominały uczestników Igrzysk. Pierwszy miał na sobie mnóstwo piorunów, drugi był pomalowany jak letnia plaża... Nieważne. W każdym razie jechali i wymachiwali rękami. Percy sam nie wiedział po co, ale robił to, co pozostali. Słychać było różne okrzyki, trąby, fanfary i tym podobne dźwięki. Widownia krzyczała, a herosi czuli się trochę niezręcznie.Tylko Leo nagle się rozweselił i zaczął się uśmiechać.
-Wszystkie panie kochają Valdeza! - krzyknął.
Zeus patrzył na nich z ponurą miną, ale w jego oczach dało się dostrzec nutę ekscytacji. W końcu dojechali do budynku. Weszli do środka. Każda ściana miała jedne drzwi i była pomalowana na inny kolor niż pozostałe. Herosi szybko znaleźli swoje pokoje. Pokoje były przygotowane z myślą o każdym z osobna. Kolorowe tapety dodawały uroku. Nagle Percy zobaczył wielką szybę prosto przed swoim łóżkiem. Podszedł do niej i leciutko jej dotknął. Okazało się, że był to wielki ekran. Coś dla Leo. Pokazały się na nim góry Alpy. Percy dotknął go ponownie, a obraz się zmienił. Tym razem chłopak spostrzegł swój ukochany obóz herosów. Stał przed ekranem około dziesięć minut i patrzył, patrzył, i patrzył. Nie mógł się ruszyć, jakby coś przykleiło go do podłogi. Zapomniał jak bardzo kocha swój obóz, swój drugi dom. Każde drzewo, każdy liść wydawał mu się piękny. Percy tak bardzo chciał tam wrócić... Niestety nie mógł. Po jego policzku spłynęła łza. W końcu usiadł na łóżku. Pomyślał o swojej rodzinie. Pierwszy raz pomyślał, że musi wygrać te igrzyska. Nie dla siebie, nie dla chwały, nie dla Olimpu, tylko dla swojej rodziny, która go potrzebuje. Rzadko mógł z nimi spędzić czas, zawsze albo ocierał się o śmierć, albo był w obozie. Jego mama na pewno starci nadzieję, że jej syn jeszcze do niej wróci.
-Ona naprawdę mnie kocha - pomyślał na głos.
Chłopak położył się na łóżku, ale nie mógł zasnąć. W końcu jednak zamknął oczy. Pierwszy raz od dawna nie miał koszmarów. Śniła mu się jego mama. Płakała ze szczęścia. Potem duch Bianci di Angelo. Miał jeszcze sny Luke'a Castellana i Michael'a Yew. Wszyscy powiedzieli tylko jedno zdanie: "Kiedy trafisz na arenę, pamiętaj, kto jest twoim prawdziwym wrogiem." Zapamiętał Luke'a, który chyba tego nie wiedział sprzymierzając się z Kronosem. Postanowił słuchać się tej rady. Jednak miał sen jeszcze jednej postaci, swojego taty, pana Mórz i Oceanów, który powiedział: "Nie daj się zabić, Percy."
...
Chłopak obudził się, kiedy na jego twarz wpadły pierwsze promienie słoneczne. Percy nie robił sobie nadziei, wiedział, że już niedługo zaczną walczyć. Nagle usłyszał głos dochodzący z głośnika, którego wcześniej nie zauważył:
- Godzina dziewiąta - śniadanie. Godzina dziesiąta - spotkanie i ćwiczenia. Godzina jedenasta - oceny indywidu... Percy rzucił kapciem w głośnik, a ten natychmiast się wyłączył. Chłopak poszedł się przebrać, a potem niechętnie ruszył, by coś zjeść. Okazało się, że zasiądzie razem ze wszystkimi przyjaciółmi przy jednym stole. To trochę poprawiło mu humor. Zjadł sobie naleśnika z tajemniczą niebieską polewą. Przez tą godzinę śmiali się, opowiadali dowcipy oraz rozmawiali jak co dzień. Nikt nie pomyślałby, że niedługo będą zabijać siebie nawzajem. Percy też nie mógł w to uwierzyć. Niestety niedługo po zjedzeniu przez wszystkich śniadania rozległ się głos:
-Wszystkie panie kochają Valdeza! - krzyknął.
Zeus patrzył na nich z ponurą miną, ale w jego oczach dało się dostrzec nutę ekscytacji. W końcu dojechali do budynku. Weszli do środka. Każda ściana miała jedne drzwi i była pomalowana na inny kolor niż pozostałe. Herosi szybko znaleźli swoje pokoje. Pokoje były przygotowane z myślą o każdym z osobna. Kolorowe tapety dodawały uroku. Nagle Percy zobaczył wielką szybę prosto przed swoim łóżkiem. Podszedł do niej i leciutko jej dotknął. Okazało się, że był to wielki ekran. Coś dla Leo. Pokazały się na nim góry Alpy. Percy dotknął go ponownie, a obraz się zmienił. Tym razem chłopak spostrzegł swój ukochany obóz herosów. Stał przed ekranem około dziesięć minut i patrzył, patrzył, i patrzył. Nie mógł się ruszyć, jakby coś przykleiło go do podłogi. Zapomniał jak bardzo kocha swój obóz, swój drugi dom. Każde drzewo, każdy liść wydawał mu się piękny. Percy tak bardzo chciał tam wrócić... Niestety nie mógł. Po jego policzku spłynęła łza. W końcu usiadł na łóżku. Pomyślał o swojej rodzinie. Pierwszy raz pomyślał, że musi wygrać te igrzyska. Nie dla siebie, nie dla chwały, nie dla Olimpu, tylko dla swojej rodziny, która go potrzebuje. Rzadko mógł z nimi spędzić czas, zawsze albo ocierał się o śmierć, albo był w obozie. Jego mama na pewno starci nadzieję, że jej syn jeszcze do niej wróci.
-Ona naprawdę mnie kocha - pomyślał na głos.
Chłopak położył się na łóżku, ale nie mógł zasnąć. W końcu jednak zamknął oczy. Pierwszy raz od dawna nie miał koszmarów. Śniła mu się jego mama. Płakała ze szczęścia. Potem duch Bianci di Angelo. Miał jeszcze sny Luke'a Castellana i Michael'a Yew. Wszyscy powiedzieli tylko jedno zdanie: "Kiedy trafisz na arenę, pamiętaj, kto jest twoim prawdziwym wrogiem." Zapamiętał Luke'a, który chyba tego nie wiedział sprzymierzając się z Kronosem. Postanowił słuchać się tej rady. Jednak miał sen jeszcze jednej postaci, swojego taty, pana Mórz i Oceanów, który powiedział: "Nie daj się zabić, Percy."
...
Chłopak obudził się, kiedy na jego twarz wpadły pierwsze promienie słoneczne. Percy nie robił sobie nadziei, wiedział, że już niedługo zaczną walczyć. Nagle usłyszał głos dochodzący z głośnika, którego wcześniej nie zauważył:
- Godzina dziewiąta - śniadanie. Godzina dziesiąta - spotkanie i ćwiczenia. Godzina jedenasta - oceny indywidu... Percy rzucił kapciem w głośnik, a ten natychmiast się wyłączył. Chłopak poszedł się przebrać, a potem niechętnie ruszył, by coś zjeść. Okazało się, że zasiądzie razem ze wszystkimi przyjaciółmi przy jednym stole. To trochę poprawiło mu humor. Zjadł sobie naleśnika z tajemniczą niebieską polewą. Przez tą godzinę śmiali się, opowiadali dowcipy oraz rozmawiali jak co dzień. Nikt nie pomyślałby, że niedługo będą zabijać siebie nawzajem. Percy też nie mógł w to uwierzyć. Niestety niedługo po zjedzeniu przez wszystkich śniadania rozległ się głos:
- Godzina dziesiąta - spotkanie i ćwiczenia.
Grupka półbogów niechętnie ruszyła w kierunku windy prowadzącej na niższe piętro. Kiedy zjechali ich oczom ukazała się wielka sala treningowa. Była tam każdego rodzaju broń: łuk, topór, miecz, trójząb, sztylet... Ustawili się w kolejności domków w obozie - pierwszy był Jason, ostatni Pollux. Każdy wziął broń, która najbardziej mu, czy jej odpowiadała. Tego żelastwa było pod dostatkiem. Trening przebiegł szybko. Percy nauczył się paru nowych sztuczek, tak jak większość osób. Następnie herosi skierowali się do wyjścia z sali. Przeszli do pomieszczenia numer II, które była obok . Zobaczyli tam tylko jedenaście krzeseł oraz drzwi, które jak się domyślali, prowadziły do większej sali. Przeoczyli tylko głośnik w rogu pomieszczenia. Usiedli na krzesłach. Za chwilę z głośnika wydobył się dźwięk:
- Domek pierwszy. Jason Grace. Zgłoś się do oceny indywidualnej. Jason wstał i ruszył do drzwi. Wszedł do wielkiej sali, w której zasiedli prowadzący, którzy oceniali występy herosów. Była tam broń i kukły, tarcze i inne przyrządy do prezentowania umiejętności. Jason nie wiedział, co ma pokazać. Szybko rzucił włócznią w sam środek tarczy, która pękła. Następnie próbował rzucić nożem, co wyszło mu nieco gorzej. Na sam koniec, kiedy musiał wychodzić, strzelił piorunem w kukłę, spalając ją na popiół. Percy był następny. Zaprezentował wszystko, co potrafił: walkę mieczem, władanie wodą. Spróbował strzelić z łuku i niespodziewanie trafił. Wszyscy inni po kolei pokazywali, co mogli, aż w końcu doszło do Polluxa. Chłopak wszedł do sali. Wyglądał na zaginionego i nieco zgubionegi w ogólnym zamieszaniu. Sędziowie, którzy siedzieli znudzeni na krzesłach, podnieśli wzrok, żeby zobaczyć, kto kolejny stanie przed oceną. Pollux wyglądał na słabeusza i za takiego większość herosów go uważała. On o tym wiedział, jednak zdawał sobie sprawę, że taka jest po części prawda. Podniósł metalowy trójząb i cisnął go w stronę kukły. Rzut początkowo skierowany w głowę minął ją jednak o parę centymetrów. Chłopak wiedział, że musi pokazać sędziom coś zaskakującego, dlatego użył swojej mocy. Przywołał pędy winogron, które natychmiast udusiły kukłę, rozwaliły tarcze i inne cele. Jedna "macka" owinęła się nawet wokół wlóczni i posłała ją w sam środek odległego o 20 metrów serca zgniecionej kukły. Pollux opuścił salę. I tak zakończyły się oceny indywidualne. Wszyscy poszli, żeby coś zjeść i zobaczyć oceny swoje oraz pozostałych uczestników. Percy usiadł na sofie i włączył telewizor. Pojawiło się logo igrzysk i zaczęły się oceny. Pierwszy był Jason, dostał dziesiątkę. Dalej Percy - 10, Miranda - 9, Sherman - 10, Ann - 8. Percy zmartwił się, ale patrzył dalej. Will - 7, Thalia - 10, Leo - 11. Co?! - krzyknął chłopak. Piper - 8, Travis - 10, Pollux - 12.
- Domek pierwszy. Jason Grace. Zgłoś się do oceny indywidualnej. Jason wstał i ruszył do drzwi. Wszedł do wielkiej sali, w której zasiedli prowadzący, którzy oceniali występy herosów. Była tam broń i kukły, tarcze i inne przyrządy do prezentowania umiejętności. Jason nie wiedział, co ma pokazać. Szybko rzucił włócznią w sam środek tarczy, która pękła. Następnie próbował rzucić nożem, co wyszło mu nieco gorzej. Na sam koniec, kiedy musiał wychodzić, strzelił piorunem w kukłę, spalając ją na popiół. Percy był następny. Zaprezentował wszystko, co potrafił: walkę mieczem, władanie wodą. Spróbował strzelić z łuku i niespodziewanie trafił. Wszyscy inni po kolei pokazywali, co mogli, aż w końcu doszło do Polluxa. Chłopak wszedł do sali. Wyglądał na zaginionego i nieco zgubionegi w ogólnym zamieszaniu. Sędziowie, którzy siedzieli znudzeni na krzesłach, podnieśli wzrok, żeby zobaczyć, kto kolejny stanie przed oceną. Pollux wyglądał na słabeusza i za takiego większość herosów go uważała. On o tym wiedział, jednak zdawał sobie sprawę, że taka jest po części prawda. Podniósł metalowy trójząb i cisnął go w stronę kukły. Rzut początkowo skierowany w głowę minął ją jednak o parę centymetrów. Chłopak wiedział, że musi pokazać sędziom coś zaskakującego, dlatego użył swojej mocy. Przywołał pędy winogron, które natychmiast udusiły kukłę, rozwaliły tarcze i inne cele. Jedna "macka" owinęła się nawet wokół wlóczni i posłała ją w sam środek odległego o 20 metrów serca zgniecionej kukły. Pollux opuścił salę. I tak zakończyły się oceny indywidualne. Wszyscy poszli, żeby coś zjeść i zobaczyć oceny swoje oraz pozostałych uczestników. Percy usiadł na sofie i włączył telewizor. Pojawiło się logo igrzysk i zaczęły się oceny. Pierwszy był Jason, dostał dziesiątkę. Dalej Percy - 10, Miranda - 9, Sherman - 10, Ann - 8. Percy zmartwił się, ale patrzył dalej. Will - 7, Thalia - 10, Leo - 11. Co?! - krzyknął chłopak. Piper - 8, Travis - 10, Pollux - 12.
Percy był przerażony. Zaklął po grecku i położył się na sofie myśląc, co musiał pokazać Pollux, żeby dostać tak wysoką ocenę.
- No nic - stwierdził - czas iść spać. Zgasił światło i po chwili zasnął.
Następnego dnia zaczynają się igrzyska, a Percy był trochę przygnębiony. Miał koszmary. O tym jak umiera tuż po chwili, gdy ktoś wbija mu sztylet w plecy. A tym kimś była Annabeth.
Dawaj Leoś, masz to wygrać!!! Prawię się popłakałam kiedy Percy prawię się popłakał. Mój biedny braciszek... Dziwny ten Pollux zaczynam go nie lubić. Co się dzieje z Ann? Zawsze była najlepsza. Sory, że tak nieogarnięcie piszę, ale tak się cieszę z tego rozdziału. Tak długo na niego czekałam. Był świetny.
OdpowiedzUsuńPS: Niecierpliwie czekam na następny rozdział. :)
Dziękuję, postaram się zacząć teraz dodawać rozdziały częściej, w końcu są wakacje :)
UsuńZajebisty, genialny, cudowny, i prze epicki rozdział :D
OdpowiedzUsuńSzybko wstawiaj nexta :P
Czo ten Pollux taki dobry ? XD
Pozdro i życzę duuuuużo weny :P
Dzięki, trochę weny nikomu nie zaszkodzi xD
Usuń*bije brawo* Jacper dodał rozdział!
OdpowiedzUsuńNie mam pojęcia kto wygra. Prawie każdego lubię ;C Bogowie, to chyba będzie gorsze niż przyszła, szósta część OH ;^;
Chyba, że wygra Pollux, bo udusi wszystkich tymi winogronami ;^; ale Leo i Jason mogą to spalić. A Piper użyć czarnomowy i kazać mu przestać ;^;
Taka jedna prośba; pisz wszystkie cyfry/liczby/godziny itp. słownie ;______;
Ale ta reakcja Leo na to, że dostał jedenaście na dwanaście punktów XDDD Nie wiem co jest w tym śmiesznego, ale się z tego śmieję XD
Okej, już nie przynudzam ;^;
Z niecierpliwością czekam na następny rozdział :3
Pozdrawiam
Nieoficjalna :3
Dzięki :D
UsuńJejku, to jest świetne! *nie umiem pisać konstruktywnych komentarzy ;--; *
OdpowiedzUsuńZaskoczyło mnie to z tym Polluxem c: kibicuję wszystkim!
Dzięki ;) Nie wiesz ile to dla mnie znaczy (:
Usuń~ Nw jak pisać długie komenyarze~
OdpowiedzUsuńOdrazu uśmiech na twarz przy fragmencie " Leo - 11. Co?! - krzyknął chłopak.". Jasna sprawa że kibicuje Leośowi, później Persiakowi.
Pozdrawiam. Bezpieczna w domku nr 3
Lucy